XXI Bieg Solidarności – relacja


To będzie mój trzeci udział w tym biegu. Pierwszy jak najbardziej udany, drugi rozegrany z kolegą (tuż przed maratonem), a dzisiaj trzeci – sprawdzian przed 11 września.

Relacja koło godziny 18.00.

Pełen regulamin biegu dostępny na stronie organizatora http://bieg.solidarnosc.wroc.pl/?id=1575

————-

Zdrowy obiad, ryż, szpinak i jajko. Mała filiżanka kawy. Chwila przy komputerze. Dopinam wcześniej zabrany numerek do koszulki z zeszłego Maratonu Wrocław i wychodzę. Truchtem na miejsce startu i już czuję, że to będzie mocny bieg.

Mam jeszcze czas. Mnóstwo biegaczy rozgrzewających się, biegających w pobliżu startu. Całe rodziny, bo to prawie rodzinny bieg. Spotykam znajomych, pytam o zakładane czasy. Sugerują, że będzie to spokojny bieg, bez łamania granic :). Zawsze tak mówią.  10 minut do startu i ustawiam się na starcie, bo wiem, że dzieci i niedoświadczeni biegacze ustawiają się głównie na przodzie. Zawsze mnie to fascynuje i nie potrafię zrozumieć. Tym razem trzymam łokcie wysoko, bo trzymając normalnie zachaczam o głowy stojących koło mnie dzieciaków. Pani za mną mówi, że to jej pierwszy bieg, a Pan obok niej ma ponad 60 lat. Cieszę się, że jest nas tutaj tyle, ale podczas startu to po prostu niebezpieczne.

Ruszamy. Przepycham się do przodu i przez pierwszy kilometr robię slalom między ludźmi. Oczywiście, czuję, że i mnie kilka osób wyprzedza, ale znam ich i wiem, że dopiero narzucają swoje tempo. Pierwszy kilometr i 3:30. Po drugim skręcamy lekko w prawo w brukowaną ścieżkę. Biegiem gęsiego, by nic sobie nie zrobić. Na nawrocie ambulans, brak jednak tradycyjnego punktu z wodą. Staram się mocno. Wracamy tą samą drogą mijając biegaczy z naprzeciwka. Do 4km rozglądam się w poszukiwaniu znajomych twarzy, potem robię swoje i myślę, by zmieścić się w subiektywnie zakładanym limicie. Ambiwalentne uczucie blokuje mnie. Czuję, że mógłbym mocniej, przecież to ostatni kilometr już, prawie, z drugiej strony już widzę, że dam radę osiągnąć limit. Na 5km szybko zerkam na zegarek, jest 18:43. Już tylko 300 metrów. Jestem poniżej 20 minut.

Finisz to piach i wąska ścieżka prowadząca do medalu i wody. Zatrzymują nas na dwóch metrach, co powoduje szybkie kołatanie serca. Panowie, tak się nie robi.

Teraz już rodzinnie. Twarze biegaczy, których znam i szanuję. 5 minut lekkiego rozciągania. W tle Mama z koleżanką. Kiełbaska, dwie wody mineralne i szybka wymiana zdań o biegu. To bardzo dobry bieg i cieszę się, że mogłem wziąć w nim udział. Świetna organizacja i atmosfera. Jeśli patrzeć konstruktywnie wypadałoby przemyśleć kwestie zejścia po mecie i zatrzymywania zawodników. Poza tym – tu warto być!

————-

Pierwsza partia zdjęć

https://picasaweb.google.com/115016461067343576992/2011090321BiegSolidarnosci

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s