SkyRunning World Series Final – Sentiero delle Grigne, dzień 1


Ląduję pół godziny wcześniej na lotnisku w Bergamo. Wszyscy od razu w stronę wyjścia, gdyż każdy ma torbę już ze sobą. Rozglądam się za Cesare, delegatem szefa SkyRunning. Jeszcze go tu nie ma. Staję na zewnątrz i czekam. Jest prawie 22.00 i 25 stopni. Po czasie widzę, że podchodzi do mnie facet nieco starszy niż przypuszczałem i od razu rzuca spojrzenie na łydki (moje). Pani, która jest z nim tłumaczy i już jest jasne, że po nich mnie poznał. Idziemy z powrotem na lotnisko. Jest jeszcze jedna osoba, którą muszą zabrać do tego samego hotelu. Idziemy usiąść. Proponują mi kawę i piwo. Wybieram piwo, lecz wolałbym wodę. Cesare zaczyna szkicować mapę poniedziałkowego powrotu z Pasturo na lotnisko. Zajmuje mu to z 10 minut i nie chce skończyć. Efekt jest całkiem niezły.

Dziewczyna, na którą tyle czekaliśmy przylatuje z Londynu (choć mieszka w Walii, a wychodząc z ogródka może wbiegać na Snowdon). Znów, łatwo ją rozpoznać po plecaku i charakterystycznym chodzie. Teraz możemy już jechać. Droga jest kręta, lecz strasznie gładka. To musiało mi się od razu rzucić w oczy. Jedziemy długo przez tunele, które wydrążono pod górami. Dzisiaj nie jestem się już w stanie niczym zachwycić. Na miejscu spoglądam znak z jedną gwiazdką przybity obok drzwi wejściowych. Gdy dostaję pokój, szybko zdejmuję stare asicsy i rzucam się do łóżka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s