SkyRunning – Vertical Running – Mediolan, relacja Piotra


W miniony weekend udałem się do słonecznej Italii, a dokładniej do Mediolanu, na kolejne (szóste już w tym roku) zawody w biegach po schodach Vertical Sprint (www.verticalsprint.it) zaliczane do cyklu Vertical World Circuit (www.verticalrunning.org).  Zawody zorganizowane były w najwyższym wieżowcu w Mediolanie, 39 piętrowym i wysokim na 161 metrów biurowcu, Palazzo Lombardia.

Na starcie stanęło 154 zawodników z 12 krajów w tym kilku czołowych zawodników towerrunning na świecie: Thomas Dold (niekwestionowany numer 1 na świecie, 6 krotny zwycięzca biegu w Nowym Jorku na Empire State Building, zwycięzca Pucharu Świata w 2009 i 2010 roku, obecny lider , zwycięzca Vertical Sprint sprzed roku oraz główny faworyt niedzielnych zmagań), Matthias Jahn  (kilkukrotnie drugi w Nowym Jorku, drugi za Dodlem w tym roku we Frankfurcie oraz trzeci w Berlinie), Fabio Ruga (pierwszy w Londynie 2011, drugi w 2010 roku w Mediolanie oraz 3 w Taipei w roku obecnym), Omar Bekkali (drugi w 2011 roku w Nowym Jorku i Londynie) oraz ja – Piotr Łobodziński.

Moja przygoda z tą poniekąd dziwną dyscyplina rozpoczęła się w tym roku, w maju. Po raz pierwszy wystartowałem w Warszawie w biegu na jeden z najwyższych budynków w stolicy, 37 piętrowy biurowiec Rondo 1. Zająłem dobre 4 miejsce, ocierając się o podium i jak to się mówi złapałem bakcyla. Następne zawody to czerwcowy Sky Run Berlin zaliczany do cyklu Vertical Running. Jechałem tam, aby przekonać się, jak wygląda bieganie po schodach na światowym poziomie. Nieoczekiwanie zająłem drugie miejsce, przegrywając o 0,65 sek. z Thomasem Doldem, wygrywając o sekundę z Matthiasem Jahnem oraz o ponad 15 sek. wyprzedzając ówczesnego lidera Pucharu Świata – Słowaka Tomasa Celko. Po tych zawodach doszedłem do wniosku, że towerrunning to sport, w którym mogę być naprawdę wysoko nawet na arenie międzynarodowej. Więc czemu tego nie spróbować? Trzeba tylko więcej trenować na schodach, jeździć na zawody (co niestety do tanich przyjemności nie należy) i sukcesy przyjdą z czasem. Następny start pod koniec lipca na południu Polski w Bielawie. Bieg na wierzę kościoła po schodach wachlarzowych (spiralnych). Swoisty sprint, zwycięzca Tomas Celko wbiegł na szczyt w niespełna 1min, ja z czasem o 3 sek. gorszym uplasowałem się na drugim miejscu. Na pierwsze zwycięstwo na schodach przyszło mi czekać do 2 września. Wówczas to po całonocnej, 12-sto godzinnej, podróży do czeskiej Pragi udało mi się wygrać jedne z zawodów należących do cyklu Run-Up 2011 rozgrywanych w Republice Czeskiej. Piąty mój start miał miejsce miniony piątek również w Czechach, w Ołomuńcu. Drugie miejsce ze sporą stratą, 5 sekundową, do zwycięzcy Tomasa Celko, który na co dzień trenuje w budynku, gdzie miały miejsce zawody, a to daje niewątpliwą przewagę. Po niespełna dwóch dniach odpoczynku, wycieczka do Mediolanu i ponownie zawody z udziałem międzynarodowej obsady.

W Mediolanie, po wcześniejszych sukcesach, zostałem zgłoszony jako zawodnik z tzw. elity, przydzielono mi dziesiąty numer startowy, co oznaczało, że po mnie ruszało na trasę jeszcze 9 zawodników. Na końcu z numerem 1 oczywiście zwycięzca sprzed roku i faworyt do zwycięstwa  – Thomas Dold. Do pokonania mieliśmy 866 stopni, podzielonych na 39 pięter, plus 50 metrowy dobieg do klatki schodowej oraz 15 finiszowych metrów do mety na tarasie widokowym Palazzo Lombardia. Klatka schodowa regularna, lewoskrętna, po 11 stopni na każde półpiętro, poręcze po obu stronach. Nie był to idealny układ dla mnie. Zdecydowanie bardziej wolę klatki schodowe skręcające w prawą stronę, gdyż na takiej trenuję. Jak to u Włochów nastąpił „nieduży” poślizg czasowy i zawodnicy elity rozpoczęli rywalizację z 40 minutowym opóźnieniem. Start zawodników elity odbywał się w 30 sekundowych odstępach czasowych, niemniej i tak udało mi się dogonić jednego biegacza, który o dziwo wystartował półtorej minuty wcześniej i również był zgłoszony w do czołówki. Tego dnia nie czułem się rewelacyjnie, od piątku byłem lekko przeziębiony, ale z bojowym nastawieniem stanąłem na linii startu. Zacząłem dość żwawo i początkowe piętra łykałem jedno za drugim, aż do 12, na którym spojrzałem na ścianę. Byłem już mocno zmęczony i święcie przekonany, że jestem za połową dystansu. Niemiło się rozczarowałem, gdy na ścianie wielkimi cyframi widniał numer 12. Z drugiej strony to standard w biegach po schodach, że te piętra uciekają tak wolno, że trasa się dłuży i dłuży. Na 20 piętrze zmęczenie wynikające z ogromnego zakwaszenia mięśni i niedotlenienia mózgu jest ta tyle duże, że miałem nawet myśli o zrezygnowaniu z wyścigu. Ale jakoś tak wstyd nie ukończyć i człowiek kontynuuje dalej wspinaczkę piętro po piętrze, coraz częściej spoglądając na numery na ścianie. Miałem wrażenie, że ostatnie 10 pięter poruszałem się tak wolno, że nie mam co liczyć na dobry czas i wysokie miejsce. Ostatnie finiszowe metry po płaskim to walka z utrzymanie się na nogach, które po 866 stopniach naprawdę są jak z waty. Mięśnie czworogłowe są tak zmęczone, że trudno jest im utrzymać ciężar ciała, zbyt duże ugięcie w kolanie może spowodować upadek.

Na szczęście to tylko 15 metrów i upragniona meta. Zerkam na zegarek, mój czas 3:57 min i upadam się na ziemię, nie podnosząc się przez najbliższych 5 min. Mam świadomość, że mój wynik jest dobry, przed startem chciałem złamać 4 min i udało się. Teraz ciekawe jak pobiegną inni? Poza całkowitą konkurencją okazuje się Dold, jego czas 3:46 jest niesamowity, 11sek lepiej ode mnie. Po prostu kosmos. Mój rezultat daje mi 2 miejsce, z którego jestem w końcowym rozrachunku zadowolony. Tego dnia nie było mocnych na Niemca. Nawet gdybym zaczął troszkę wolniej i pobiegł równiej, nie był przeziębiony i zrobił kilka treningów na tej klatce schodowej, nie pobiegłbym szybciej o 11 sekund. Obecnie Thomas jest w bardzo wysokiej formie i ciężko będzie komukolwiek przełamać jego hegemonię na światowych schodach. Trzecie miejsce zajął Włoch Fabio Ruga z  czasem 4:04. Mam nadzieję, że za rok również odwiedzę Mediolan, który swoją drogą udało mi się jeszcze pozwiedzać w piękne, słoneczne niedzielne popołudnie.

Klasyfikacja generalna mężczyzn:

1 DOLD Thomas GER 3:46.57
2 LOBODZINSKI Piotr POL 3:57.12
3 RUGA Fabio ITA 4:04.57
4 GRAMEGNA Alberto ITA 4:10.14
5 BEKKALI Omar BEL 4:10.48
6 JAHN Matthias GER 4:10.98
7 CARDONA Ignacio ESP 4:12.93
8 RANCON Julien FRA 4:13.85
9 TEIXIDà’ Xavier AND 4:21.14
10 ROBLES TAPIA David ESP 4:22.41

Klasyfikacja generalna kobiet:

1 BELOTTI Valentina ITA 5:03.27
2 MOON Melissa NZL 5:22.80
3 MARTINUCCI Ivonne ITA 5:25.54
4 VALGOI Alessandra ITA 5:26.70
5 DRELICHARZ Joanna ITA 5:35.64
6 BONACINA Cristina ITA 5:40.89
7 GALBANI Annamaria ITA 6:25.89
8 ACQUISTAPACE Michela ITA 6:26.86
9 DE MARIA Sara ITA 6:38.96
10 BOLIS Nadia ITA 6:59.88

Po sześciu moich startach w zawodach towerrunning zajmuję wysokie 4 miejsce w Pucharze Świata, a może tą pozycje uda się jeszcze do końca roku poprawić. W planach mam start w najbliższą sobotę w Wiedniu oraz obowiązkowo w listopadzie na Mistrzostwach Polski Altuscup w Katowicach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s