A może Boston Marathon ?


„Im dłużej o tym myślę, tym bliższy jestem stwierdzenia, że zafascynował mnie Maraton Bostoński. Nie z powodu tej superszybkiej, nieregulaminowej trasy. Nie z powodu historii, tradycji, zaoceanicznej wycieczki, zabytków wielkiego miasta hameryki i innych takich pierdół. To, co w tym maratonie najfajniejsze, to fakt, że nie każdy może tam wystartować. Ba, dla amatora truchtacza takiego jak ja, udział w tej imprezie graniczy praktycznie z cudem. A dlaczego? Bo po pierwsze – organizatorzy nałożyli na chętnych do przebiegnięcia ich maratonu obowiązek pochwalenia się odpowiednim wynikiem uzyskanym na atestowanym dystansie 42,195km. Ustanowili tabele zawierające minima kwalifikacyjne dla poszczególnych kategorii wiekowych. Zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, ma się rozumieć. Obejrzałem te wymogi i muszę powiedzieć, że robią wrażenie. A trzeba dodać, że te na rok 2013, robią zdecydowanie jeszcze większe. Co ciekawe, potencjalny chętny musi osiągnąć wymagany wynik w rok – np. do przyszłorocznej edycji, gdy start ma miejsce16.04.2012, kwalifikacje zdobywało się od 25.09.2010 do 23.09.2011. Zainteresowany zawodnik ma możliwość uzyskania minimum podczas zaledwie 32 dostępnych maratonów. Tylko dwa odbywają się w Europie i są to Londyn i Berlin. Drugą niezwykłą sprawą są same zapisy. Trwają zaledwie 10 dni, ale pierwszeństwo mają ci, którzy zgłaszają się z czasami o ponad 20 minut lepszymi od wymaganego, związanego z wiekiem minimum. Bramka dla nich otwiera się na dwa dni. Potem przez kolejne dwa dni zgłaszają się chętni z wynikami lepszymi od wymaganych od 10-20min, i przez następne dwa dni ci, którzy pobiegli minimum szybciej od 5-10min. Trzy dni później, po weryfikacji zgłoszeń otwiera się bramka dla całej reszty. Tzn. dla tych, którzy jakkolwiek osiągnęli wymagany czas. Jeśli jest jeszcze miejsce, to można się zgłaszać przez 3 dni. I koniec.
Pomijając trudności kwalifikacyjne i te odjechane zapisy potrzeba jeszcze wizy i sporych nakładów finansowych, by stać się pełnoprawnym uczestnikiem tego maratonu. Tak jak wspominałem, dla biegacza amatora truchtacza to praktycznie nierealne. Ale za to, na przykład, można sobie spokojnie wystartować w Mistrzostwach Polski w maratonie. Bez szans na sukces, ale też bez żadnego wymaganego minimum.

Przyjrzyjmy się tym kosmicznym wymogom bostońskim na rok 2013 (2012 już zamknięte) :
wiek mężczyźni kobiety
18-34 3:05:00 3:35:00
35-39 3:10:00 3:40:00
40-44 3:15:00 3:45:00
45-49 3:25:00 3:55:00
50-54 3:30:00 4:00:00
55-59 3:40:00 4:10:00
60-64 3:55:00 4:25:00
65-69 4:10:00 4:40:00
70-74 4:25:00 4:55:00
75-79 4:40:00 5:10:00
>80 4:55:00 5:25:00

Podziwiając, pamiętajcie o tych, którzy mają te minima lepsze o 20, 10 i 5minut, bo oni wchodzą na listy pierwsi. I nie jest ich tak mało, jak mogłoby nam się zdawać. Nie ukrywam, że chciałbym wystartować w takim maratonie. Wystarczyłaby mi nawet polska namiastka. Byleby było się ciężko tam dostać – żeby już sam start stanowił pewną gloryfikację. Żeby były takie zwariowane, ścisłe kwalifikacje. Z limitem uczestników i trudnymi zapisami. Wtedy przebrnięcie przez takie wymogi powinno jednoznacznie mówić o poziomie i celu uczestników. I ich podejściu do biegania. Wyobrażam sobie jaki rodzaj motywacji do treningów stanowiłby taki start. Najpierw katorżniczy trening, by się załapać. Potem katorżniczy trening, by pościgać się z cwaniakami twojego pokroju. ROK zabawy. Po prostu bomba.”

tekst napisany przez Rafała Kowalczyka, co mnie w tamtym roku prawie na każdym biegu wyprzedzał o zaledwie kilka sekund…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s