21.10.2011, Stiegenlauf im Business Park – Wiedeń


21.10.2011, Stiegenlauf im Business Park – Wiedeń

Po trzech tygodniach ponowna podróż do Wiednia w bardzo zbliżonych okolicznościach do poprzedniej. Z tym, że miałem jeszcze mniej czasu na dotarcie z pociągu na zawody rozpoczynające się o godzinie 15 (przypomnę, że o 14:20 planowo powinienem wysiąść z EuroCity Polonia). Niestety w związku z wykolejeniem się pociągu na trasie mojego przejazdu dwa dni wcześniej nastąpiło „nieduże” acz znaczące 25 min opóźnienie. Na szczęście nie musiałem tym razem korzystać metra, gdyż zawody odbywały się w biurowcu oddalonym o około 2 km od dworca. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Docierając biegiem do biura zawodów o godzinie 15, czyli w momencie startu pierwszego zawodnika, byłem już rozgrzany i prawie gotowy do bieguJ Dobrze się złożyło i tym razem organizator pozwolił mi przywdziać numer startowy dla czołówki (wpisowego mi jednak nie podarowali), która startowała na końcu (odwrotnie niż w Millennium Tower). Na spokojnie miałem, więc około jednej godziny na przebranie się i dokończenie rozgrzewki rozpoczętej na wiedeńskich ulicach.

34 piętra, 680 stopni, klatka prawoskrętna, czas zwycięzcy z 2010 roku 3:13 min, brak znanych zawodników na liście startowej (no może Rudolf Reitberger – dwukrotny zwycięzca z Nowego Jorku, biegacz górski, który lata świetności ma już za sobą), to wszystko pozwalało myśleć o zwycięstwie i osiągnięciu czasu w granicach 3 min. Pierwsze założenie udało się zrealizować w 100%. Pokonałem (jak się później dowiedziałem od zaprzyjaźnionych polskich orientalistów) utytułowanego reprezentanta Austrii w biegach na orientację, Gernota Kerschbaumer’a. Czas jaki osiągnąłem pozostawiał jednak wiele do życzenia, nie byłem zadowolony z cyferek widniejących na moim zegarku 3:07 min po przekroczeniu linii mety.

Ciężko powiedzieć, dlaczego tak słabo pobiegłem. Myślę, że złożyło się na to kilka czynników: tylko jeden trening na schodach od poprzedniej wizyty w Wiedniu, lekkie kłopoty żołądkowe w dniu startu (to chyba przez tą gruszkę, którą zjadłem jeszcze w pociągu), 8 godzinna podróż w dniu startu, cały wyjazd na wariackich papierach (o mały włos a spóźnił bym się na pociąg na Centralnym w Warszawie, bieg z dworca Wiedeń Meindling do miejsca zawodów). A może po prostu to nie był mój dzień. O czym ja piszę…? Przyjcież wygrałem, powinienem być zadowolony. No i jestem, ale mały niedosyt z niezłamanych 3 min pozostaje.

Mimo, że nie byłem mocno „zarżnięty” po biegu, to resztę dnia męczył mnie kaszel. Nie wiem czym jest on spowodowany, ale czasami tak po prostu się zdarza, że po niektórych zawodach przez kilka godzin nieprzyjemnie drapie w gardle. Może związane to jest z powietrzem na klatce schodowej: kurz, klimatyzacja, niska wilgotność. Pamiętam, że po pierwszych zawodach w Warszawie również mnie męczył kaszel.

Nagrodą za pierwsze miejsca miał być roczny karnet do fitness klubu, ale w związku z faktem, iż ciężko byłoby mi go wykorzystać nie mieszkając w Wiedniu, zgodziłem się na nagrodę za drugie miejsce: buty i strój sportowy Adidas’a, którego jeszcze nie dostałem. Po podaniu mojego rozmiaru mieli mi to wysłać, ale paczka jeszcze nie dotarła.

Dzięki zwycięstwie zyskałem kolejne punkty do Pucharu Świata, w którym znajduję się obecnie na 3 miejscu. Wyprzedziłem najlepszego z Amerykanów Jesse Berg’a. Równe 1000 punktów ma lider Thomas Dold, który w miniony weekend wygrał z dużą przewagą w organizowanych po raz pierwszy w Wietnamie zawodach w towerrunning. Jego pozycja w klasyfikacji generalnej jest już niezagrożona, ale drugie miejsce jest jak najbardziej w zasięgu. Finałowe zawody Pucharu Świata odbędą się 8 grudnia w Bogocie (stolicy Kolumbii), gdzie organizatorzy zapraszają i finansują cały wyjazd dla 3 najlepszych zawodników pucharu. Niestety z tego co wiem od szefa towerrunnig.com Michaela Reichetzeder’a, który prowadzi klasyfikację, organizatorzy z Bogoty lekko się pospieszyli i wysłali już zaproszenia do trójki najlepszych w poprzednim zestawieniu sprzed 21 października, w którym byłem jeszcze na 4 pozycji. Jeśli nic się zmieni to zawody w Kolumbii raczej mnie ominą 😦

Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu wczoraj dostałem z International Skyrunning Federation propozycję startu w kolejnych zawodach z cyklu Vertical Running (organizowanych wlaśnie przez ISF), które odbędą się 20 listopada w Singapurze http://www.swissotelverticalmarathon.com/.

Jest tylko mały szkopuł tej propozycji, a mianowicie sam muszę pokryć koszty przelotu do Azji (w chwili obecnej około 630euro). Jeśli nie uda mi się znaleźć jakiegoś, choćby częściowego wsparcia finansowego, będę zmuszony zrezygnować z zaproszenia. Fajnie by było jednak skorzystać z zapewnionego zakwaterowania i pokrytego wpisowego, a co najważniejsze zmierzyć się z morderczym wyścigiem na 72 piętrach w wysokiej temperaturze, gdyż o tej porze roku jest tak około 30*C, a klatka schodowa nie jest klimatyzowana. Dodatkową zachętą do startu jest nagroda dla zwycięzcy (w tym roku nie startuje Thomas Dold), którą jest opłacony start na Empire State Building w Nowym Yorku na początku lutego 2012r.

Dane techniczne:

świetna relacja – Piotr Łobodziński

data zawodów – 21.10.2011

miejsce zawodów – Wiedeń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s