Traseo – Gerlach 2655m – najwyższy szczyt Tatr


„Na zdobycie najwyższego szczytu Tatr – Gerlacha wybraliśmy się w ostatni weekend sierpnia. Sobotnim bladym świtem dotarliśmy do Tatrzańskiej Polianki. Ku naszemu zdziwieniu wcale nie byliśmy pierwsi. Inni chętni na zdobycie tego tatrzańskiego szczytu, wyruszyli w jego kierunku jeszcze wcześniej niż my. O godz. 6 rano wsiedliśmy do busika, który zawiózł nas pod położony wśród tatrzańskich szczytów Śląski Dom.

Tu spotkaliśmy się z naszymi czterema przewodnikami. Każdemu przewodnikowi zostały przydzielone 3 osoby, a następnie w tak dobranych grupach rozpoczęliśmy podejście Doliną Wielicką pod skalną ścianę leżącą u podnóża Gerlacha.  Przy tej ścianie ubraliśmy uprzęże i kaski, a przewodnik związał nas liną. Stąd zaczęła się prawdziwa wysokogórska wspinaczka, która dostarczyła nam wielu emocji i podwyższyła poziom adrenaliny.

Od tego miejsca pracowały i nogi i ręce. Z każdym krokiem byliśmy coraz wyżej i wyżej, a gdy oglądaliśmy się za siebie widać było jak szybko nabieramy wysokości. Na początku naszej wspinaczki pogoda nie wyglądała najlepiej: było pochmurno i bardzo wietrznie, a widoczność ograniczała się do kilkunastu metrów. I patrząc wkoło nie zanosiło się na poprawę tej sytuacji. Nawet przewodnicy stracili nadzieję, że ze szczytu coś zobaczymy. My jednak cały czas wierzyliśmy, że silny wiatr przewieje  ciemne chmury i będziemy mogli jeszcze podziwiać piękne widoki.

I nie zawiedliśmy się: mniej więcej w połowie drogi na szczyt rozpogodziło się, wyszło słońce i odsłoniły się ostre tatrzańskie granie  Nasza wspinaczka od tej pory stała się czystą przyjemnością: skały pod nogami, cudne wysokogórskie widoki dookoła i podzielające wspólną górską pasję towarzystwo – cóż więcej potrzeba do szczęścia? Podczas radosnego pokonywania drogi na szczyt robiliśmy od czasu do czasu przerwy popasowo-popitkowe. W trakcie jednej z takich przerw zza chmur wyłonił się Król Tatr w całej okazałości.

Od tego momentu widok celu naszej wędrówki towarzyszył nam już do samego szczytu. Zauważyliśmy również, że gdy nasza ekipa  podchodziła na Gerlach, to wiele innych grup już z niego schodziło. Dzięki temu uniknęliśmy tłoku na szczycie. Po ok. 4 godzinach podejścia i pokonaniu 1000 metrów do góry stanęliśmy na Gerlachu (2655 m n.p.m.) – najwyższym szczycie Tatr 

Marzenie każdego kochającego te góry się spełniło! Gdy ujrzeliśmy słynny krzyż z błękitnym jak niebo tego dnia oczkiem, byliśmy przeszczęśliwi, że udało nam się to, o czym wielokrotnie marzyliśmy  Grupenfotkom i indywidualnym sesjom z krzyżem nie było końca. A przecudne widoki, które roztaczały się ze szczytu wynagrodziły nam ogromny wysiłek, który włożyliśmy, aby tu dotrzeć. Z Gerlacha mogliśmy podziwiać Wysoką, Rysy, Ganek, Orlą Perć, Małą Wysoką, Łomnicę, Lodowy i mnóstwo innych mniej znanych szczytów. Widok tych wszystkich szczytów był fantastycznym ukoronowaniem zdobycia najwyższego z nich. Będąc na szczycie wypatrywaliśmy też dziewczyn szczytujących w tym czasie na Małej Wysokiej 

Zanim rozpoczęliśmy zejście ze szczytu złożyliśmy w księdze szczytowej pamiątkowy wpis szwendaczkowy  Po ponad półgodzinnym szczytowaniu  musieliśmy pożegnać się z Gerlachem i rozpocząć schodzenie w dół.  Schodziliśmy inną trasą niż wchodziliśmy, a mianowicie Doliną Batyżowiecką. I wszyscy byliśmy zgodni co do tego, że zejście było bardziej wymagające niż wejście. Wąskie, strome żleby ciągnęły się w nieskończoność, a wolne, osypujące się kamienie stwarzały niebezpieczeństwo uderzenia osób znajdujących się poniżej. Na szczęście taka sytuacja nie miała miejsca podczas naszego schodzenia.

Największy respekt wzbudziła w nas zawieszona na pionowej ściance drabinka składająca z kilku metalowych stopni. Z podwyższonym poziomem adrenaliny wszyscy ją jednak dzielnie pokonaliśmy . A za drabinką czekało nas już bardziej lajtowe zejście. Gdy dotarliśmy do bezpiecznego wypłaszczenia, zdjęliśmy kaski, uprzęże i ubezpieczenia linowe. Stąd mieliśmy jeszcze 1,5 godzinki przyjemnego górskiego spacerku do Śląskiego Domu.

Po drodze, starą szwendaczkową tradycją, wymoczyliśmy nogi w Batyżowieckim Stawie. To dodało nam werwy na dalszą drogę. W Śląskim Domu wznieśliśmy toast słowackim złotym trunkiem za szczęśliwe zdobycie najwyższego z tatrzańskich szczytów  Podziwiając słowackie szczyty Granatów, wciągnęliśmy też smaczny ciepły obiadek w postaci wyprażanego sera z hranolkami i tatarską omaćką lub madziarskiego gulaszu z knedliczkami – palce lizać! A po dłuższej przyschroniskowej posiadówce zjechaliśmy busem do Tatrzańskiej Polianki, skąd już elektriczką dojechaliśmy do naszej kwatery w Nowej Leśnej. Wieczorkiem udało nam się jeszcze wykrzesać trochę sił na szwendaczkowe gitarowanie przy Złotym Bażancie czy innym Koźle 

W niedzielę planowaliśmy zdobyć Sławkowski Szczyt. Po śniadanku ruszyliśmy do Starego Smokovca, skąd mieliśmy ruszyć na trasę. Po kilkudziesięciu metrach podejścia lunął jednak ulewny deszcz, który sprawił, że postanowiliśmy wrócić na dolną stację kolejki na Hrebienok i tam przeczekać. Mijały kolejne długie kwadranse i deszcz nie ustawał na sile. W tej sytuacji przemieściliśmy się do cukierni, aby napić się ciepłej, pobudzającej kawy i zjeść pyszne ciacho dla osłodzenia tego pochmurnego dnia.

Gdy wszyscy objedli się słodkościami to deszcz ustał. Nadal jednak niebo było całkowicie zasnute gęstymi, niskimi, ciemnymi chmurami, co gwarantowało całkowity brak widoczności w wyższych partiach gór. Dodatkowo było już dosyć późno na rozpoczęcie wędrówki na sam szczyt Sławkowskiego. W tej sytuacji postanowiliśmy odpuścić zdobywanie go za wszelką cenę i wybraliśmy trochę niższe warianty górskiej wędrówki.

Weszliśmy na Hrebienok, a stamtąd przeszliśmy do Wodospadów Wielkiego Studenego Potoku i Rainerowej Chaty. Stąd niektórzy z nas zeszli niebieskim szlakiem do Tatrzańskiej Łomnicy, a inni poszli dalej w stronę Skalnatego Plesa, skąd zjechali do Tatrzańskiej Łomnicy koleją gondolową.

W Tatrzańskiej Łomnicy zjedliśmy w knajpie obiad, a następnie zapakowaliśmy się do busa, którym ok. 24.00 dojechaliśmy do stolicy. A zdobycie Sławkowskiego Szczytu, który już drugi raz wywinął nam pogodowy numer , zostawiamy sobie na kolejną szwendaczkową, tatrzańską wycieczkę. W końcu do trzech razy sztuka!

Z pozdrowieniami dla zdobywców Gerlacha, słowackich dwutysięczników i dla wszystkich czytelników relacji
Iza i Piotrek”

relacja pochodzi ze strony http://www.szwendaczek.pl

szczegółowe informacje pochodzą ze strony http://www.traseo.pl

  • Lokalizacja: Słowacja, prešovský kraj, Jaworzyna Spiska
  • Dystans: 10,27 km (6,38 mi)
  • Przewyższenie: 2 071,92 m (6 797,64 ft)
  • Użytkownik – Klub Turystyczny Szwendaczek
Reklamy

Jedna myśl nt. „Traseo – Gerlach 2655m – najwyższy szczyt Tatr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s