08.12.2011, Towerrunning World Cup Final, Torre Colpatria, Bogota


08.12.2011, Towerrunning World Cup Final, Torre Colpatria, Bogota

Jeszcze 27 listopada podczas rozgrywania Mistrzostw Polski w biegu po schodach, które jak co roku odbywały się w katowickim wieżowcu Altus, nie byłem pewien wyjazdu do odległej Kolumbii na Finał Pucharu Świata. Ostateczną pozytywną decyzję organizatorów VII Carrera Ascenso Torre Colpatria dostałem w poniedziałek, na 6 dni przed wylotem. Na zaproszenie mnie jako czołowego zawodnika klasyfikacji Pucharu Świata nie miał raczej wpływu mój udany niedzielny występ na MP, a raczej rezygnacja ze startu lidera Thomasa Dolda. Poniekąd mój debiut w Katowicach wypadł zgodnie z moimi założeniami, wygrałem z bezpieczną przewagą, ustanawiając nowy rekord i wyprzedzając kilkukrotnego złotego medalistę tej imprezy  – kolarza Damiana Ziemianina oraz srebrnego medalistę sprzed roku – Bartka Świątkowskiego.

Organizacja wyjazdu przez Kolumbijczyków lekko mnie niepokoiła, głównie po tym jak się naczytałem w Internecie o wciąż wysokim poziomie niebezpieczeństwa panującym w tym kraju. Miałem jedynie godziny swoich lotów i w zasadzie tylko tyle. Nie wiedziałem czy ktoś mnie odbierze z lotniska, w jakim hotelu będę mieszkał, jak wygląda ogólny plan wyjazdu oraz czy może ktoś z Europy będzie jeszcze ze mną podróżował. Moje wątpliwości okazały się jednak nieuzasadnione. W Paryżu w samolocie spotkałem Włoszkę, liderkę Pucharu Świata, Cristinę Bonacinę. Na lotnisku w Bogocie czekała na nas sympatyczna Kolumbijka Catalina, która opiekowała się nami przez cały wyjazd, pełniąc również rolę tłumacza, a hotel Ibis znajdował się w samym centrum, około 500m od biurowca Colpartia, czyli miejsca zawodów.

Byłem bardzo zadowolony z powodu możliwości kilkudniowej aklimatyzacji do wysokości, pogody i innej strefy czasowej, gdyż w Kolumbii wylądowałem już w niedzielę, a zawody miały się odbyć dopiero w czwartek. Pozostali czołowi „schodobiegacze” z Europy i USA, wraz z prezydentem towerrunning.com Michaelem Reichetzederem przybyli do Bogoty dopiero we wtorek wieczorem, więc mieli zdecydowanie mniej czasu na zaadoptowanie do panujących tu warunków. Ze względu na fakt, iż Bogota, jak i cała Kolumbia, leży w strefie równikowej w zasadzie przez cały rok panuje tu zbliżona pogoda. Nie ma typowych pór roku, a jeśli chce się już takowe wyznaczyć to najlepiej w sposób następujący: w dzień – lato, wieczorem mamy jesień, w nocy zima, natomiast rano – wiosnaJ Temperatury panujące podczas mojego pobytu wahały się w okolicach 18 stopni w ciągu dnia i 10 w nocy. Generalnie cały czas było pochmurno i regularnie każdego dnia po godzinie 12-13 zaczynał padać deszcz.

Pierwszego dnia pobytu pomiędzy 5 a 7 rano miałem umówioną mailowo możliwość zrobienia treningu w Torre Colpatria. Pomimo, iż nienawidzę biegać rano, to w tym przypadku ta wczesna pora była dla mnie całkowicie znośna, gdyż po pierwsze w Polsce wybiło już południe, po drugie i tak przebudziłem się około 4 lokalnego czasu. Przy próbie wejścia do wieżowca okazało się, że nikt z ochrony nie został uprzedzony o moim treningu, a ja nie miałem przy sobie żadnego dokumentu, o paszporcie nie wspominając. Posługując się angielskim oraz rękoma udało mi się wytłumaczyć ochronie kim jestem i czego chcę. W końcu ulegli i zaprowadzili na schody.

Pierwsze kilka pięter poruszałem się bardzo sprawnie. Klatka idealna pode mnie. Prawoskrętna, po 9 stopni na półpiętro, wąska dzięki czemu można chwytać poręczy po dwóch stronach. Od około 6 piętra rozpocząłem marsz, ale pomimo tego potrzebowałem jeszcze kilku przerw aby złapać oddech. Rozrzedzone bogotańskie powietrze przy tak intensywnym wysiłku, jakim jest bieganie po schodach czuje się niemiłosiernie. Trudno opisać co się dzieje z organizmem, ale po prostu nie byłem w stanie poruszać się szybciej, jakby ktoś wyłączył mi zasilanieJ Po chwili przerwy na uregulowanie oddechu na 48 piętrze, zjechałem windą na dół i podjąłem kolejną próbę, tym razem z zamiarem nie zatrzymywania się. Od początku szybki marsz, którego tempo stopniowo spadało, przyniósł rezultat  i w czasie 5:41 min byłem na górze. Niemniej podczas zawodów doliczyć do tego trzeba 100m dobiegu do budynku oraz jeszcze jedno piętro w postaci schodów na lądowisko dla helikopterów, na którym miała znajdować się meta. Po odbytym treningu wiedziałem jedno, aby podczas zawodów nie podpalić się na początku i zacząć bardzo spokojnie, najlepiej od razu marszem.

Mój plan na wolne dni poprzedzające zawody zakładał zobaczyć jak najwięcej w tym egzotycznym mieście, zdobyć pobliską górę Monserrate (3152m n.p.n.), zrobić jakieś zakupy oraz trochę pobiegać celem lepszej aklimatyzacji. Tego ostatniego założenia nie udało się zrealizować, głównie ze względu na lenistwo oraz brak przekonania, że wpłynie to pozytywnie na moją czwartkową dyspozycję. Wolałem być całkowicie wypoczęty i głodny biegania, a biegając na tej wysokości naraziłbym się na jeszcze większe zmęczenie.

Na zwiedzanie de facto wiele czasu nie mieliśmy, ponieważ tak jak już wspomniałem każdego dnia po 12 godzinie zaczynało padać. Raz mocniej, raz słabiej, raz krócej, innym razem kilka godzin. Niemniej razem w Cristiną udało nam się już pierwszego dnia zrobić kilkugodzinną wycieczkę po starszej części miasta, która był naprawdę urokliwa. Bez hałasów, takiej ilości ludzi i ogromnego zanieczyszczenia powietrza, jakie panowało na większych arteriach miasta. Przyczyną unoszącego się smogu były czarne, śmierdzące spaliny silnikowe starych, zdezelowanych autobusików stojących często w korkach na zatłoczonych ulicach. Oddychanie w tych warunkach do zdrowych i przyjemnych czynności na pewno nie należało.

Pierwsze wrażeni jakie się odnosi spacerując ulicami stolicy Kolumbii to mnogość kontrastów. Z jednej strony szwędające się bezpańskie psy i bezdomni śpiący na chodnikach, z drugiej ładna nowoczesna i w miarę czysta dzielnica finansowa, gdzie nie sposób nie zauważyć ładnych samochodów i zadbane kobiety w garsonkach, czy mężczyzn w garniturach.

Wszędzie mnóstwo ludzi, gwar, szum, wydzierający się uliczni sprzedawcy. Handel na ulicach kwitnie w najlepsze. Na każdym rogu można nabyć kawę z przenośnych, obleśnych termosów, zjeść placki smażone na dwukołowym wózku, czy napić się świeżo wyciskanych egzotycznych owoców.

Mimo, iż to stolica po angielsku dogadać się z kimkolwiek jest niezmiernie trudno. Bez znajomości języka hiszpańskiego podróżowanie po Bogocie, a co dopiero po reszcie kraju jest niezmiernie utrudnione. Na szczęście ja poruszałem się przeważnie w towarzystwie Włoszki, która co nieco po hiszpańsku potrafiła powiedzieć, więc kwestię rozmowy z Kolumbijczykami zostawiałem jej.

Mimo, iż kraj nadal uchodzi za jeden z bardziej niebezpiecznych dla turystów, ja osobiście nie odczułem najmniejszego nawet zagrożenia. Jedyny fakt mogący o tym świadczyć, to bardzo duża ilość policjantów na ulicach w dwuosobowych patrolach. Gdy we wtorek wybraliśmy się aby zdobyć trzytysięcznik Monserrate i przypadkowo przechodząc przez jakąś bardziej podejrzaną dzielnicą, podeszliśmy do dwóch młodych policjantów zapytać o drogę, okazało się, że tu gdzie się właśnie znajdujemy jest niebezpiecznie i dlatego postanowili asekurować nas przez około 1 km do początku szlaku, gdzie zalecili dołączenie do większej grupki turystów i pokonywanie wspinaczki razem z nimi. Na szlaku również co 500m stał partol policji, mający niby chronić turystów przed rabusiami wyskakującymi zza krzaków. Ja osobiście przez caly wyjazd żadnego niebezpieczeństwa nie odczułem, może to ze względu na świadomość, iż w razie jakiegokolwiek zagrożenia, biorę nogi za pas i tyle mnie widzieli 🙂

Całkowicie nowym i interesującym aspektem wyjazdu do Bogoty jako zawodnik elity w biegach po schodach było codzienne udzielanie wywiadów do gazet oraz kręcenie materiałów dla telewizji. Od poniedziałku do czwartkowych zawodów nie było dnia, aby jakiś dziennikarz nie zadał mi kilku pytań na temat moich oczekiwań co do wyścigu, pozycji w rankingu światowym i opinii o kraju i mieście. Fajną zabawą było kręcenie ujęć w wieży Colpatria na klatce schodowej oraz na dachu. Były to dla mnie niecodzienne przeżycia, mogłem się poczuć jak prawdziwa gwiazda sportu, a wieczorem zobaczyć się w wieczornych wiadomościach 🙂

Moja aklimatyzacja do strefy czasowej przebiegała pomyślnie wnioskując na podstawie coraz późniejszych godzin zasypiania oraz pobudki. W dniu zawodów spałem już do godziny 7, czułem się wypoczęty i gotowy do walki w ostatniej serii o 12:06. Zawodnicy z elity mieli bowiem startować na samym końcu w siedmio osobowych grupach co 2 minuty. Wcześniej z 48 piętrami zmagali się biegacze amatorzy, którzy startowali co 10 sekund po 10 zawodników. Zawody te śmiało można porównać do największych polskich maratonów, zarówno pod względem liczby startujących (ponad 5000 osób), nagród za czołowe lokaty (dla najszybszej kobiety i mężczyzny organizatorzy przewidzieli po samochodzie) oraz klasy zawodników z elity. Wysokie nagrody ufundowane przez licznych sponsorów skutecznie przyciągnęły profesjonalnych sportowców dyscyplin wytrzymałościowych, głównie biegania i kolarstwa.

 

Pomimo, iż godzinę startu miałem wyznaczoną na południe, wszyscy czołowi zawodnicy musieli już od godziny 9 koczować w strefie VIP, gdzie miała odbyć się konferencja prasowa oraz dalsze wywiady dla mediów. O ogromie imprezy świadczyła też liczba kamer i fotoreporterów zgromadzonych tego dnia w okolicach Torre Colpatria. Jedna telewizja transmitowała nawet zawody na żywo. To trzygodzinne czekanie na start było dość męczące, dlatego też znalazłem wraz z Tomasem Celko ustronne miejsce, w którym mogliśmy uciec od tego zamieszania i w komfortowych warunkach odpoczywać. Tym miejsce był stojący w strefie VIP samochód czekający na zwycięzcę.


Co mnie bardzo zdenerwowało (nie tylko mnie) to fakt, iż start z niewiadomych przyczyn opóźnił się o 30min, a my musieliśmy czekać na niego w strojach startowych w małej zagrodzie przed linią startu, dosłownie jak zwierzęta hodowlane na wybiegu. Na szczęście nie było zimno, ale tak długie oczekiwanie i ciągłe dogrzewanie organizmu jest bardzo irytujące.

Cóż o samych zawodach dużo powiedzieć się nie da. Zgodnie z założeniami zacząłem bardzo wolno, nie przepychając się i wbiegając do budynku jako ostatni. Od drugiego piętra przeszedłem w szybki, równy marsz, który utrzymałem już do końca. Udało mi się dogonić i wyprzedzić dwóch Kolumbijczyków, którzy wyrwali na początku. Zawody ukończyłem na 13 pozycji (przede mną 11 Kolumbijczyków i jeden Kanadyjczyk z kolumbijskim pochodzeniem) z czasem 5:51 min i sądzę, iż tego dnia nie było mnie stać na nic lepszego. Wysokość 2600m n.p.n. jest nie do przeskoczenia w tak krótkim okresie aklimatyzacji. W normalnych warunkach powinienem być w stanie biec przez 50 pięter, ale nie tutaj. Zmęczenie na mecie porównywalne do innych zawodów na schodach, czyli lekki zgon objawiający się zawrotami głowy i bólem mięśni (to chyba na skutek wysokiego poziomu kwasu mlekowego we krwi). Po 10min leżenia i udawania roślinki wszystko wraca jednak do normy i można rozpoczynać próby wstawania 🙂

Zawody wygrał ubiegłoroczny zwycięzca Pablo Rangel z kosmicznym czasem 4:42, natomiast wśród kobiet zwyciężyła Angela Figueroa. Swój wynik mogę jedynie porównywać z tym osiągniętym przez innego Europejczyka Tomasa Celkę. Wpadł on na metę 30sek później niż ja i chyba to był jedyny powód do zadowolenia tego dnia.

VII Carrea Ascenso Torre Colpatria

Varones Elite:

1.       Juan Pablo Rangel       ICEC          4:42,01 NRP

2.       Frank Nicolás Carreńo    Bogotá       4:52,30

3.       Jefferson Peńa          Boyacá        5:19,15

4.       Gelvis Ruben Santamaría  Bogotá       5:19,25

5.       Franklin Saenz Gordillo  Bogotá       5:21,45

6.      Miguel Angel Rubiano                  5:30,85

7.      David Guete Quintero                 5:32,70

8.      Saul Antonio Padua                   5:34,85

9.      Jhon Jairo Vargas                    5:42,40

10.     Nilson Gonzalez Benitez              5:44,55

11.     Sebastiab Salas         CAN          5:46,40

12.     Hernan Rubiano                       5:47,60

13.     Piotr Lobodszinski      POL          5:51,40

14.     Andres Camilo Camargo                5:53,35

15.     Duvinelson Sanchez                   5:56,35

16.     Franzisco Sanchez                    5:57,50

17.     John Deivis Tello                    6:03,60

18.     Jesus Alberto Cipagauta              6:08,55

19.     Carlos Andres Parra                  6:08,60

20.      Tomas Celko             SVK          6:21,35

Damas Elite:

1.       Ángela Figueroa         Bogotá        6:34,05 NRP

2.       María Eugenia Rodríguez  Boyacá       6:44,80

3.       Angie Orjuela                  Bogotá        6:51,85

4.       Yicel Rengifo           Cundinamarca   7:07,55

5.      Cindy Harris            USA           7:12,00

6.      Kristin Frey            USA           7:13,95

7.      Cristina Bonacina       ITA           8:01,00

8.      Erica Paola Acosta                    8:22,70

9.      Jenny Mendez Suanca                   9:08,55

W końcowym rozrachunku okazało się, iż w powodu odległego 13 miejsca nie zdobyłem żadnych dodatkowych punktów do klasyfikacji Pucharu Świata, w związku z czym ukończyłem tegoroczną rywalizacją na najgorszym 4 miejscu, nieznacznie przegrywając z Tomasem.

W drodze powrotnej do Polski dzięki niekompetentnej osobie kupującej moje bilety miałem 7 godzinną przerwę w Paryżu, mimo iż na wcześniejsze loty Air France do Warszawy były wolne miejsca (co prawda mogłem lecieć wcześniej przebookowując bilet, ale za tą przyjemność musiałbym zapłacić 100 Euro). Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Wsiadłem więc w podmiejski pociąg i odwiedziłem Paryż, w którym nie było mi dane jeszcze przebywać.

Podsumowując, wyjazd bardzo udany, trochę inny Świat, sporo zwiedziłem i zobaczyłem, wynik sportowy bez rewelacji, ale mam nadzieję się poprawić za rok o ile znów nadarzy się takowa okazja.

Dane techniczne:

świetna relacja – Piotr Łobodziński

złożył – Paweł Raja

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s