Chiński medyk


Bólu stopy miałem już dość. Od czasu Maratony Beskidy nie mogłem sobie z tym poradzić. Treningi były ostrożne, pourywane, przerwy stawały się coraz dłuższe. Fizjoterapeuta we Wrocławiu nic nie pomógł, choć cieszyłem się, gdy powiedział, że wie, skąd ten ból i zalecał dalsze bieganie. Jeszcze przed Nowym Rokiem dwa razy postanowiłem pobiegać w okolicach Sobótki tym samym narażając bolący fragment pięty na kolejne przeciążenia. Zrobiłem kolejne półtora tygodnia przerwy.

Trzy dni po przylocie do Kuala Lumpur postanowiłem zrobić krótki bieg. Chciałem sprawdzić okolice i asiscy na asfalt, które niezwykle rzadko zakładam. Jako prawdopodobnie najbardziej zagorzały fan Skyrunning w Polsce uwielbiam biegi z jakimkolwiek przewyższeniem 😉 Tym razem trzeba było się zadowolić wielkomiejską dżunglą. Niestety same emocje towarzyszące biegowi i nowej okolicy nie zniwelowały bólu.

Dzisiaj już nie wytrzymałem. Udałem się do miasta do chińskiego medyka. W centrum handlowym między minibarami mały gabinet. Obklejony zdjęciami ludzkiego ciała z zaznaczonymi miejscami, co gdzie może boleć… W środku starsza Chinka. Pokazuję jej stopę, dotyka. Porównuje drugą, dotyka. Pyta, jak boli, przesuwa palca. Przybliża do siebie miniaturową postać człowieka 🙂 i pokazuje mi na niej możliwe żyły i prawdopodobieństwo nasilania się bólu. Jak na warunki malajskie, będzie mnie to trochę kosztować, ale w Polsce zapłaciłem więcej i nic nie dało.

Zdejmuję sandały, kładę się na stole. Wyginam lewą stopę do zewnątrz. Chinka przyciąga rozgrzewającą lampę i zaczyna od akupunktury! Po raz pierwszy małe igiełki wbijane są w moje ciało, a ja czuję zadziwiające miłe mrowienie. Leżę tak z 15 minut, słuchając relaksacyjnej muzyki z małego trzeszczącego radia. Czuję jak krewa przesuwa się we właściwe miejsce. Chinka wyjmuje igiełki. Bierze coś w rodzaju długopisu i robi mi kilka dziurek w pięcie – teraz to boli. Przykłada specjalny pistolet do wysysania krwi i chyba już wie, że jest na dobrej drodze do wyleczenia mnie.  Po kolorze widać, że ta krew nie krążyła, lecz była zablokowana. Robi kolejne dziurki i znowu „zła” krew. Smaruje piętę dwoma maściami, a dziurki szybko znikają. Wszystko to za pomocą zwykłych na wpół plastikowych urządzeń, papieru toaletowego do wycierania i osuszania… Siadamy, daje mi dwa woreczki z „herbal medicine”. Zaleca ich odpowiednie dawkowanie. Wpisuję się w jej księdze gości, biorę wizytówkę. Wychodzę i jeszcze nie mogę uwierzyć, że nic mnie nie boli. Teraz kolejna tygodniowa przerwa od biegania, ale to tym razem chyba naprawdę pomoże!

Reklamy

2 myśli nt. „Chiński medyk

  1. czy to pomogło ? też mnie to dotknęło od pół roku ból lewej pięty , odgniotłem ją sobie w uszkodzonym bucie, leczenie ultradzwiękami nic nie dało

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s