Pierwsze dni na SkyGames 2012


SkyGames w Hiszpanii rozpoczęły się spóźnionym przyjazdem dwójki biegaczy z Krakowa. Zmęczonych, najprawdopodobniej jeszcze mocniej znięchęconych do podróży koleją, odebrałem po 24.00 z Dworca Głównego we Wrocławiu. Chwila rozmowy, szybki nocleg, bo i emocji sporo, rano lekkie śniadanie i w drogę. Jeszcze tylko kilka spraw na mieście i możemy jechać. Na lotnisku znaleźliśmy się przed czasem i można było spokojnie się przepakować. Sam lot bez zakłóceń, choć lądowanie nie należało do najbardziej udanych. Kilkanaście kilometrów od Girony, na lotnisku, próbujemy na szybko znaleźć transport na miejsce startu. Próba wynajęcia samochodu spełza na niczym. Ograniczony budżet zmusza nas do pozostania na lotnisku. Dobrze, że mamy śpiwory, toaleta jest blisko, a ludzi praktycznie nie ma. Nieco sztywni budzimy się już przed 6.00. Trzeba zdążyć na autobus. Pierwszy przystanek to Girona. Dalej Lleida, gdzie poświęcamy 4 godziny na zwiedzanie. Warto tu wrócić i spędzić choć jeden cały dzień. Mniejszym autobusem już do El Pont de Suert, jednej z kilku miejscowości, w których rozmieszczono tegoroczne SkyGames.

SkyGames rozgrywane co cztery lata, w roku olimpijskim, przyciągają najlepszych biegaczy z całego świata. To jednocześnie mistrzostwa Skyrunning, które zapewniają możliwość uczestnictwa w 6 dyscyplinach.

  • Vertical Kilometer
  • SkySpeed
  • SkyBike
  • SkyRaid
  • SkyRace
  • SkyMarathon

Data

Miejsce

Dystans

Najwyższy punkt

Start

Przewyższenie

Vertical Kilometer

30.06

Barruera

3km

2100m

1100m

1000m

SkySpeed

30.06

Taull

200m

1600m

1500m

100m

SkyBike

1.07

Lespaules

14km MTB + 10km bieg + 10km MTB

2500m

1435m

SkyRaid

7.07

Vilas del Turbon

13km

2460m

1360m

1200m

SkyRace

8.07

Villaler

21km

2270m

965m

1350m

SkyMarathon

8.07

Villaler

42km

2910m

965m

3000m

Wieczór w hotelu pozwala odpocząć. Obfita kolacja, czysta pościel pozwala myślom krążyć jedynie wokół niedzielnego startu. Jesteśmy w dobrym miejscu i nie możemy doczekać się biegu. Piątkowy poranek rozpoczynamy od lekkiego truchtu, trzeba rozruszać mięśnie, zaczerpnąć świeżego górskiego powietrza i ponownie uświadomić sobie, po co tu jesteśmy. Śniadanie przebiega powoli, dzięki kawie rozpoczynamy absorbcję elementów pozabiegowych. Uśmiech pojawia się mimowolnie. Czas odebrać pakiety startowe, czas uwiecznić zdjęciami uczestnictwo w niesamowitym wydarzeniu. Magda i Janek pozują do zdjęć, odbierają pakiety. Widzę, że na chwilę przenosi ich to w ten transcendentalny biegowy poziom podświadomości, z którego nie chcą wyjść. Nie przyznają się, ale pomimo niezliczonej ilości biegów, nabieganych kilometrów i godzin spędzony w górach, niedzielne zawody typu skyrunning mogą okazać się nowym rozdziałem. W tym samym miejscu i kilkanaście minut później, okazuję się, że i ja mogę pobiec. SkyMarathon to zdecydowanie za dużo po pół roku spędzonym w Azji, lecz SkyRace i jego 21km wydają się do zrobienia. Żadne z nas nie wykazuje widocznych symptomów zdenerwowania, czy pozytywnej wibracji związanej z nowym doświadczeniem, lecz nie trzeba nas już bardziej motywować. Jesteśmy gotowi.

Piątkowe popołudnie spędzamy osobno. Magda z Jankiem ruszają na biegową wycieczkę w góry. Muszą i chcą złapać odpowiedni oddech. Rozumiem ich. Ja z kolei uczestniczę w Generalnym Spotkaniu International Skyrunning Federation, gdzie nasze biegowe Stowarzyszenie Skyrunning Polska zostaje oficjalnie zaakceptowane i uznane. To jest duży sukces. To zasługa Dominika Ząbczyńskiego, który nieznanymi mi drogami i wbrew instytucjonalnej histerii, zmobilizował nasze organy do podjęcia konkretnego stanowiska. Skyrunning Polska uzyskało moc prawną po wielu niepotrzebnych zmaganiach; w końcu przysparza nam upragniony uśmiech. Po oficjalnym spotkaniu w przedstawicielami narodowych oddziałów Skyrunning, ruszamy na zaplanowane wcześniej zwiedzanie okolicy. Ponad pół godziny jazdy krętymi drogami tworzy tymczasową czarną dziurę, a mój umysł skupia się jedynie na ogromie przepaści, która jest w zasięgu ręki.

Miejscowość, w której się zatrzymujemy – Roda de Isabena, to wysoko położona charakterystyczna hiszpańska wioska. Odrestaurowana przyciąga turystów z północnej Hiszpanii. Kręte uliczki, ciasno ułożone budynki, a z każdej strony góry, zmuszają do niejednokrotnego zwolnienia tempa i konsolidacji wszystkich zmysłów. Rozmowa z szefami, organizatorami i szefami poszczególnych organizacja pozwala zaznajomić się z ideą skyrunningu. To nie jest jedynie bieganie po najwyższych i najtrudniejszych górskich szlakach. To romantyczny związek między przyrodą, a człowiekiem, to uproszczona, lecz panteistyczna wizja otaczającej nas rzeczywistości. Słowa nie oddadzą myśli.

Sobota rano. Magda i Janek znów wychodzą. Nosi ich. Cieszę się. Sprawdzam materiały od organizatorów, robię notatki, spędzam czas z Grekami. Szefom Skyrunning podczas śniadania wręczam materiały z Biegu Marduły. Widzę, podoba im się. Mamy ogromny potencjał, który w uproszczonej wersji staram się przekazać. SkyGames to idealny czas na spotkanie ze środowiskiem międzynarodowym. To czas, by nawiązać pozytywne relacje, by rozpocząć współpracę. Nie jest to jednak najlepszy moment, by omawiać powstanie kolejnych biegów, bądź negocjacji formalnego stanowiska odnośnie funkcjonowania Stowarzyszenia.

Warto zwrócić uwagę na http://www.ocisport.net/skygames/?idioma=en

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s