Places to run in Poland – National Parks, Babiogórski Park Narodowy


Babiogórski Park Narodowy

Lenght of routes:
walk/run – 53 km,
ski – 6 km
bicycle/horse – 2 km

Height:
Sokolica (1367 m n.p.m.),
Kępa (1521 m n.p.m.),
Gówniak (1619 m n.p.m.),
Babia Góra (Diablak) – 1725 m n.p.m.
Mała Babia Góra (Cyl ) – 1515 m n.p.m.

Connected races – Bieg Po Dolinie Będkowskiej

Reklamy

Best places to run in the world


Some of the best pictures I have gathered since I began this journey. Though I have not linked them with any website. However it is easy to find them through google images, if one fanyc going there.

my trip to Armenia and a view on Ararat

Pierwszy bieg, 10km


Po trzech dniach aklimatyzacji w Malezji postanowiłem pobiegać. Minimalny dystans, który zawsze robię to 10km i tym razem nie mogło być mniej. Przywiozłem z Polski dwie pary butów do biegania, garmina i koszulki z Maratonu Wrocław. Czas pobiegać. Zostawiam strażnikowi klucze i biegnę w kierunku Petronas Towers, gdyż tą trasę już poznałem.

Do centrum biegnę wzdłuż zakorkowanej ulicy, nie przejmuję się tym jednak. Już po pierwszym kilometrze czuję przypływ endorfin. To prawie dwa tygodnie bez biegania i teraz każdy krok sprawia osobną przyjemność. Cieszę się bieganiem. Kiedy ostatnio czułeś to samo? W którym momencie pojawia się nieświadome przyzwyczajenie do czegoś, co tak bardzo kochasz? Potrzeba było mi tej przerwy. Nigdy jej nie planowałem, tak jak nigdy nie myślałem na poważnie o okresie roztrenowania. No bo ostatecznie, uwielbiam wysiłek. Teraz przez ból stopy zatrzymanie się było koniecznością.

Biegnę pustym chodnikiem (w Malezji ludzie nie chodzą), krawężniki stanowią tu niezłe urozmaicenie. Wbiegam do parku w centrum Kuala Lumpur. Sztuczna bieżnia na oko, 1.25km. Mnóstwo ludzi. Spacerują, rozmawiają, usiłuję biegać. Zupełnie jak ja. Robię trzy okrążenia. Jestem zlany potem. Tempo po 5:25, a szybciej nie pobiegnę. To wolno, szczególnie gdy we wrześniu zrobiłem 18:12 na 5km… Jutro będzie lepiej. Czas się w końcu przygotować na zawody Skyrunning Philipines, które odbędą się 18 lutego!

Wracam tą samą trasą. Muszę dobić do 10km. Ostatecznie tuż przy końcu dobijam ostatnie metry biegnąc w te i z powrotem. Czas prawie 56 minut. Ostatni raz tak się zgrzałem na zawodach Sentiero delle Grigne we Włoszech organizowanych przez Skyrunning 🙂

Exmoor – jest takie miejsce, część 2


Kilka bezpośrednich odpowiedzi (czy warto tam jechać?) w postaci wizualnej:

Traseo – Gerlach 2655m – najwyższy szczyt Tatr


„Na zdobycie najwyższego szczytu Tatr – Gerlacha wybraliśmy się w ostatni weekend sierpnia. Sobotnim bladym świtem dotarliśmy do Tatrzańskiej Polianki. Ku naszemu zdziwieniu wcale nie byliśmy pierwsi. Inni chętni na zdobycie tego tatrzańskiego szczytu, wyruszyli w jego kierunku jeszcze wcześniej niż my. O godz. 6 rano wsiedliśmy do busika, który zawiózł nas pod położony wśród tatrzańskich szczytów Śląski Dom.

Tu spotkaliśmy się z naszymi czterema przewodnikami. Każdemu przewodnikowi zostały przydzielone 3 osoby, a następnie w tak dobranych grupach rozpoczęliśmy podejście Doliną Wielicką pod skalną ścianę leżącą u podnóża Gerlacha.  Przy tej ścianie ubraliśmy uprzęże i kaski, a przewodnik związał nas liną. Stąd zaczęła się prawdziwa wysokogórska wspinaczka, która dostarczyła nam wielu emocji i podwyższyła poziom adrenaliny.

Od tego miejsca pracowały i nogi i ręce. Z każdym krokiem byliśmy coraz wyżej i wyżej, a gdy oglądaliśmy się za siebie widać było jak szybko nabieramy wysokości. Na początku naszej wspinaczki pogoda nie wyglądała najlepiej: było pochmurno i bardzo wietrznie, a widoczność ograniczała się do kilkunastu metrów. I patrząc wkoło nie zanosiło się na poprawę tej sytuacji. Nawet przewodnicy stracili nadzieję, że ze szczytu coś zobaczymy. My jednak cały czas wierzyliśmy, że silny wiatr przewieje  ciemne chmury i będziemy mogli jeszcze podziwiać piękne widoki.

I nie zawiedliśmy się: mniej więcej w połowie drogi na szczyt rozpogodziło się, wyszło słońce i odsłoniły się ostre tatrzańskie granie  Nasza wspinaczka od tej pory stała się czystą przyjemnością: skały pod nogami, cudne wysokogórskie widoki dookoła i podzielające wspólną górską pasję towarzystwo – cóż więcej potrzeba do szczęścia? Podczas radosnego pokonywania drogi na szczyt robiliśmy od czasu do czasu przerwy popasowo-popitkowe. W trakcie jednej z takich przerw zza chmur wyłonił się Król Tatr w całej okazałości.

Od tego momentu widok celu naszej wędrówki towarzyszył nam już do samego szczytu. Zauważyliśmy również, że gdy nasza ekipa  podchodziła na Gerlach, to wiele innych grup już z niego schodziło. Dzięki temu uniknęliśmy tłoku na szczycie. Po ok. 4 godzinach podejścia i pokonaniu 1000 metrów do góry stanęliśmy na Gerlachu (2655 m n.p.m.) – najwyższym szczycie Tatr 

Marzenie każdego kochającego te góry się spełniło! Gdy ujrzeliśmy słynny krzyż z błękitnym jak niebo tego dnia oczkiem, byliśmy przeszczęśliwi, że udało nam się to, o czym wielokrotnie marzyliśmy  Grupenfotkom i indywidualnym sesjom z krzyżem nie było końca. A przecudne widoki, które roztaczały się ze szczytu wynagrodziły nam ogromny wysiłek, który włożyliśmy, aby tu dotrzeć. Z Gerlacha mogliśmy podziwiać Wysoką, Rysy, Ganek, Orlą Perć, Małą Wysoką, Łomnicę, Lodowy i mnóstwo innych mniej znanych szczytów. Widok tych wszystkich szczytów był fantastycznym ukoronowaniem zdobycia najwyższego z nich. Będąc na szczycie wypatrywaliśmy też dziewczyn szczytujących w tym czasie na Małej Wysokiej 

Zanim rozpoczęliśmy zejście ze szczytu złożyliśmy w księdze szczytowej pamiątkowy wpis szwendaczkowy  Po ponad półgodzinnym szczytowaniu  musieliśmy pożegnać się z Gerlachem i rozpocząć schodzenie w dół.  Schodziliśmy inną trasą niż wchodziliśmy, a mianowicie Doliną Batyżowiecką. I wszyscy byliśmy zgodni co do tego, że zejście było bardziej wymagające niż wejście. Wąskie, strome żleby ciągnęły się w nieskończoność, a wolne, osypujące się kamienie stwarzały niebezpieczeństwo uderzenia osób znajdujących się poniżej. Na szczęście taka sytuacja nie miała miejsca podczas naszego schodzenia.

Największy respekt wzbudziła w nas zawieszona na pionowej ściance drabinka składająca z kilku metalowych stopni. Z podwyższonym poziomem adrenaliny wszyscy ją jednak dzielnie pokonaliśmy . A za drabinką czekało nas już bardziej lajtowe zejście. Gdy dotarliśmy do bezpiecznego wypłaszczenia, zdjęliśmy kaski, uprzęże i ubezpieczenia linowe. Stąd mieliśmy jeszcze 1,5 godzinki przyjemnego górskiego spacerku do Śląskiego Domu.

Po drodze, starą szwendaczkową tradycją, wymoczyliśmy nogi w Batyżowieckim Stawie. To dodało nam werwy na dalszą drogę. W Śląskim Domu wznieśliśmy toast słowackim złotym trunkiem za szczęśliwe zdobycie najwyższego z tatrzańskich szczytów  Podziwiając słowackie szczyty Granatów, wciągnęliśmy też smaczny ciepły obiadek w postaci wyprażanego sera z hranolkami i tatarską omaćką lub madziarskiego gulaszu z knedliczkami – palce lizać! A po dłuższej przyschroniskowej posiadówce zjechaliśmy busem do Tatrzańskiej Polianki, skąd już elektriczką dojechaliśmy do naszej kwatery w Nowej Leśnej. Wieczorkiem udało nam się jeszcze wykrzesać trochę sił na szwendaczkowe gitarowanie przy Złotym Bażancie czy innym Koźle 

W niedzielę planowaliśmy zdobyć Sławkowski Szczyt. Po śniadanku ruszyliśmy do Starego Smokovca, skąd mieliśmy ruszyć na trasę. Po kilkudziesięciu metrach podejścia lunął jednak ulewny deszcz, który sprawił, że postanowiliśmy wrócić na dolną stację kolejki na Hrebienok i tam przeczekać. Mijały kolejne długie kwadranse i deszcz nie ustawał na sile. W tej sytuacji przemieściliśmy się do cukierni, aby napić się ciepłej, pobudzającej kawy i zjeść pyszne ciacho dla osłodzenia tego pochmurnego dnia.

Gdy wszyscy objedli się słodkościami to deszcz ustał. Nadal jednak niebo było całkowicie zasnute gęstymi, niskimi, ciemnymi chmurami, co gwarantowało całkowity brak widoczności w wyższych partiach gór. Dodatkowo było już dosyć późno na rozpoczęcie wędrówki na sam szczyt Sławkowskiego. W tej sytuacji postanowiliśmy odpuścić zdobywanie go za wszelką cenę i wybraliśmy trochę niższe warianty górskiej wędrówki.

Weszliśmy na Hrebienok, a stamtąd przeszliśmy do Wodospadów Wielkiego Studenego Potoku i Rainerowej Chaty. Stąd niektórzy z nas zeszli niebieskim szlakiem do Tatrzańskiej Łomnicy, a inni poszli dalej w stronę Skalnatego Plesa, skąd zjechali do Tatrzańskiej Łomnicy koleją gondolową.

W Tatrzańskiej Łomnicy zjedliśmy w knajpie obiad, a następnie zapakowaliśmy się do busa, którym ok. 24.00 dojechaliśmy do stolicy. A zdobycie Sławkowskiego Szczytu, który już drugi raz wywinął nam pogodowy numer , zostawiamy sobie na kolejną szwendaczkową, tatrzańską wycieczkę. W końcu do trzech razy sztuka!

Z pozdrowieniami dla zdobywców Gerlacha, słowackich dwutysięczników i dla wszystkich czytelników relacji
Iza i Piotrek”

relacja pochodzi ze strony http://www.szwendaczek.pl

szczegółowe informacje pochodzą ze strony http://www.traseo.pl

  • Lokalizacja: Słowacja, prešovský kraj, Jaworzyna Spiska
  • Dystans: 10,27 km (6,38 mi)
  • Przewyższenie: 2 071,92 m (6 797,64 ft)
  • Użytkownik – Klub Turystyczny Szwendaczek

Biegiem po dobry nastrój 15 X 2011 – relacja


Nastawiony na test Coopera włączam komputer i ładuje jedną ze „swoich” biegowych stron. Krótka notatka o biegu, który o 10.00 rozpocznie się na nadodrzańskich wałach. Tylko przez chwilę zastanawiam się, czy wziąć w tym udział.

Duża herbata, kilka poduszkowców do mleka. Ubieram się ciepło, lecz do sakw wrzucam t-shirt i krótkie spodenki. Jadę w okolice Leclerca, gdzie nastąpi otwarcie nowej ścieżki. Mijam biegaczy, których mogę scharakteryzować, jako nieświadomych dzisiejszych biegowych atrakcji we Wrocławiu i tych, których (marketingowo) przyciągnął Test Coopera rozgrywany na Stadionie Olimpijskim.

Na starcie nowej ścieżki sporo nieznajomych twarzy, nie kojarzę Was z zawodów :). Ale cieszę się, że jest nas coraz więcej i takie inicjatywy zyskują poparcie bez zbędnych słów. Bieganie jest w tym momencie na trzecim etapie rozwoju. To już nie jest sport elitarny i nikt nie patrzy ze zdziwieniem na człowieka zmęczonego, lecz uśmiechniętego. Przestaje to być także modna forma ruchu. Bieganie to genialny sposób na dobry nastrój i rozwój samego siebie.

Wróćmy do biegu. Każdy jest już w białej koszulce z logo Money.pl praz Menstream.pl . Nikt tu raczej nie będzie promował innych inicjatyw. Prowizoryczny start zaznaczony niebieską wstęgą, którą po krótkiej, ale biegowo ciekawej wypowiedzi Pana Aleksandra Kusza (szefa Money.pl), przecina Pan Rafał Jurkowlaniec (marszałek województwa dolnośląskiego). On także podzielił się z nami refleksją na temat biegania i cieszy sposób, w jaki podchodzi do aktywnego trybu życia. Tuż obok nich Dariusz Sidor (trener lekkiej atletyki i triatlonu – tym razem ze swoją ekipą).

Ustawiony w pierwszej linii z trzema innymi zawodnikami rozpoczynamy bieg. Jeszcze krótka wymiana zdań, kto biegnie potem na Stadionie? Ten jeden, co się wyrwał i już wiem, że nie dogonię, nie będzie potem biegł. Podkręcam tempo do 3:40, by prawie do końca mieć za sobą o kilka lat młodszego biegacza. Od Mostów Trzebnickich biegniemy w stronę Mostu Warszawskiego.

Do torów kolejowych trasa jest przyjemna, płaska i oczyszczona z kamieni, i gałęzi. Przebiegamy pod torami i do góry, na Moście Warszawskim w lewo i za nim znowu w lewo, by za chwilę wbiec na Wał Karłowicki. Przeszkodą w tym miejscu mogą być schody i w miarę niebezpieczny (przy szybkim biegu) lekki skręt pod tory. Przez chwilę bowiem nie widać, czy nikt nie jedzie, nie idzie z naprzeciwka.

Zaraz kolejny podbieg. Teraz do Mostów Trzebnickich jest już płaska trasa i można się rozpędzić. Energii dodaje widok samego mostu, bo dzięki temu wiadomo, ile zostało. Tego nie ma Crossie Między Mostami, czy Olimpijskiej Ósemce (choć tam trasa jest już dość dobrze „wybiegana”).

Wpadamy na most, 50-60m po asfalcie i na symboliczną metę. Zatrzymuję szybko stoper – mam 13:45, co daje średnią ok. 3:41-3:42.

Łapię oddech, spoglądam za siebie, gratuluję kilku osobom. Cieszę się z faktu, że jest tu tak tłoczno. Z tego oprócz ścieżki może powstać ciekawy bieg. Specjaliści od marketingu i PR w money.pl mają to szerokie pole.

Garść informacji technicznych:

Partnerzy: Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, Bieganie.pl, Biegajznami.pl, Stowarzyszenie Triathlonowe IM 2010

Trasa:

Logotyp:

Co zrobić ze zrzutem gps?


Czy zdarza Wam się biegać i zapisywać trasę? Ja zawsze korzystałem z connect.garmin.com, by sprawdzić sobie trasę i parametry biegu.

Teraz dzięki Traseo mogę dorzucić opis i dzielić się trasą z mnóstwem osób 🙂 w końcu!

Wygląda to mniej więcej tak (choć może być lepiej)

http://traseo.pl/trasa/dabie-jeszkowice

Traseo – Rezerwat Góry Sokole


„Trasa częściowo przebiega poza wydeptanymi ścieżkami – polecam dlatego obuwie przystosowane do chodzenia po tego typu szlakach – dobrze trzymające się stopy, najlepiej za kostkę, by uniknąć ryzyka urazu tego stawu.

Wycieczkę zaczynamy na parkingu na południe od Olsztyna przy drodze do Biskupic. Pierwsze kroki kierujemy w stronę wzniesienia z wapiennymi skałami, na szczycie których widoczny jest krzyż. Wejście nie należy do trudnych, ale uwagę szczególnie należy zachować gdy skały są mokre lub pokryte śniegiem. Widok ze szczytu jest zachwycający – na północ widoczny jest zamek w Olsztynie, a na południe masyw Gór Sokolich porośniętych bukowym lasem.
Ze szczytu najkrótszą drogą kierujemy się w stronę Gór Sokolich. początkowo poruszamy się lasem sosnowym, później mieszanym powoli wchodząc w obręb rezerwatu gdzie dominującym drzewem jest buczyna.
Na niektórych sosnowych drzewach widoczne są pozostałości w postaci blizn po pozyskiwaniu żywicy.
Szerokim łukiem poruszamy się na około rezerwatu okrążając go od wschodu i południa dochodząc ostatecznie do jego zachodniej granicy skąd przy parkingu wchodzimy do lasu kierując się w jego najciekawszą cześć czyli główny masyw obfitujący w jaskinie i wapienne skały. Większość z jaskiń jest niedostępnych dla turystów ze względu na występujące w nich endemiczne gatunki – relikty okresu między zlodowaceniami w postaci chrząszczy występujących tylko i wyłącznie w tych kilku jaskiniach. Inne wymagają sprzętu speleologicznego i umiejętności – jedynie nieliczne nadają się do ruchu turystycznego.
Po spacerze pomiędzy skałami i jaskiniami wzgórza porośniętego bukowym lasem kierujemy się wzdłuż drogi asfaltowej do parkingu gdzie zaczynaliśmy wycieczkę.”

Trasa udostępniona przez użytkownika marcin.

  • Data: 5 sierpnia 2010
  • Rodzaj aktywności: Trekking
  • Lokalizacja: Polska, śląskie, Olsztyn
  • Dystans: 11,71 km (7,28 mi)
  • Czas trwania: 3 h 5 min
  • Przewyższenie: 317,05 m (1 040,19 ft)
  • Średnia prędkość: 3,78 km/h (2,35 mi/h)
  • Stopień trudności: Średni

Traseo – Ukraina, Zakarpats’ka Oblast’, Koz’meshchek


„1-2 dniowa wycieczka o długości 16 km. Na trasie można zobaczyć jedną z atrakcji Czarnochory – jeziorko Niesamowite, a także zdobyć najwyższy szczyt Ukrainy – Howerlę (Goverla).Ten interesujący szlak jest bardzo łatwy orientacyjnie. Jeziorko położone jest na wysokości 1750 m n.p.m. Po kilkunastu minutowym podejściu rozpoczyna się szlak graniowy z którego widoki są wprost nieziemskie… Trzeba to zobaczyć osobiście 🙂

Howerla (2058 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Czarnohory, pasma górskiego leżącego w Karpatach Wschodnich. To najpopularniejsza góra Ukrainy, jedyne pasmo gdzie nie brakuje turystów na szlakach, jednak, pomimo tego i tak jest ich bardzo niewielu w porównaniu do innych gór Europy.

Jesteśmy oczarowani górami Ukrainy szczególnie pasmem Czarnohory i Świdowca. Trafiliśmy na wymarzoną pogodę do wędrówek. Chłonęliśmy widoki starając się jak najwięcej zachować w fotograficznej pamięci.

Rozpoczęliśmy naszą trasę z Zaroślaka. Kiedyś było tutaj „schronisko w Czarnych Górach pod Howerlą” (1881r) – spłonęło w 1909, po czym zostało odbudowane, niestety siedem lat później ponownie zniszczył je pożar. Schronisko z 1927 r. spotkał podobny los – spłonęło w czasie wojny. Teraz betonowy budynek wybudowany przez władze rosyjskie jako baza sportowa niczym nie przypomina schroniska i nie zachęca do odwiedzin.

Rankiem nabieraliśmy wysokości idąc najpierw ścieżką przez las, następnie wśród kosodrzewiny kierowaliśmy się obierając azymut na Jeziorko Niesamowite. Jest to dobre miejsce na nocleg, nie brakuje wody i opału. Pomimo zakazu biwakowania, można spotkać tu wiele namiotów. Dlatego lepiej osiągnąć Breskuł 1911 m by następnie po drugiej stronie grani znaleźć piękne miejsce na nocleg z widokiem na Howerlę. Tak właśnie zrobiliśmy. Następnego dnia rankiem przywitała nas piękna sceneria naszego celu Howerli o ostrograniastej sylwetce. Ostatnie podejście jest dość ostre. Cała trasa graniowa pokryta piękną roślinnością halną zachwyca widokami. Na szczycie zastajemy betonowy słup, maszt z flagą Ukrainy, metalowy krzyż i inne podobne symbole – sprawia to wrażenie pewnej abstrakcji. Panorama w każdym kierunku – wspaniała. Ze szczytu, do Zaroślaka, zeszliśmy północną granią – szlakiem przez tzw. Plecy Howerli. ”

Trasa zamieszczona przez użytkownika michal.

  • Data: 8 czerwca 2010
  • Rodzaj aktywności: Trekking
  • Lokalizacja: Ukraina, Zakarpats’ka Oblast’, Koz’meshchek
  • Dystans: 17,35 km (10,78 mi)
  • Czas trwania: 0 h 0 min
  • Przewyższenie: 1 638,66 m (5 376,18 ft)
  • Średnia prędkość: 0 km/h (0,0 mi/h)
  • Stopień trudności: Łatwy