Barcelona Marathon 2012 – relacja


BARCELONA 25 marca 2012 dobry termin miesiąc przed CRACOVIA Maraton. Pomyślałam już tam byłam, mieszkałam tam kilka miesięcy, znam mniej więcej miasto będzie łatwiej. No to jedziemy!!! Organizacja ekipy była tak szybka, że w grudniu już mieliśmy wykupiony lot i start w maratonie (60euro) Szybkie sprawdzenie hoteli i jesteśmy gotowi.

Barcelona w czwartek 22 marca przywitała nas bardzo ciepło ok. 17 stopni. Zakupiliśmy bilety autobusowe by dostać się do centrum Placa Catalunya, w którym ulokowane były nasze hotele. W trakcie trasy mijaliśmy start niedzielnej przygody.  Placa d’Espanya jest przepiękny wieczorem Fantastyczny pokaz podświetlanych fontann to jest to!!!

Piątek 23 marca Expo przywitało nas bardzo sprawną organizacją. Odebraliśmy pakiety i sprawdziliśmy numery. Spotkaliśmy przedstawicieli organizatorów Maratonu w Madrycie. Ubrali nas w koszulki Rock Madrid, dali do rąk gumowe dmuchane gitary i robili zdjęcia.

W skład pakietu wchodził Bieg Śniadaniowy ze śniadankiem, szmaciany plecaczek, koszulka Mizuno, Pasta Party oraz sam Maratonik. Zakupy na Expo kusiłyby szarpnąć się troszkę, co oczywiście zrobiliśmyJ W dalszej części planu było Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej ulokowane na wzgórzu Montjuic, u którego podnóży właśnie był start maratonu, a także sobotniego Biegu Śniadaniowego.

Niestety plan był bardzo napięty obeszliśmy, więc muzeum i poszliśmy w kierunku Stadionu Olimpijskiego na tym samym wzgórzu. Stadion piękny w niebieskim odcieniu tartanu. Tam kończył się właśnie Bieg Śniadaniowy.

Sobota 24 marca 6: 00 rano idziemy na rozruch. Plaża, którą widzieliśmy poprzedniego wieczoru pustą i odludną zamieniła się w krainę biegaczy. Tam nikt nie spaceruje tam wszyscy biegają. Jedynie Ci, co wracali z nocnych eskapad pukali się w głowę mówiąc do nas Estas Loco (jesteście szaleni) JPowitaliśmy słońce Jogą prowadzoną przez naszą elastyczną jak guma Iwonką. Tego poranka słońce było różowe, okrąglutkie to będzie piękny dzień pomyślałam. W drodze powrotnej odwiedziliśmy piekarnię ze świeżym pieczywem Rogaliki z czekoladą, szpinakiem i świeże bułeczki z ziarnami. Wspaniałe śniadankoJ Ruszyliśmy w kierunku Placa de Espanya na Bieg Śniadaniowy.

Start!!! Przepiękna 4 km trasa pod górkę, otoczona zielonymi parkami, oraz palmami. Stadnina koni, korty tenisowe, ścianka wspinaczkowa, baseny to wszystko mijaliśmy. Wspomnę tylko, że jest to trasa ostatnich 4.195 Km Maratonu Olimpijskiego w 1992, na który wybierała się nasza trenerka Kamila Gradus. Mordercze zakończenie letnich Igrzysk Olimpijskich. Pierwsi zawodnicy, którzy dobiegali tam na metę byli wynoszeni na noszach!!!

Atmosfera oraz zakończenie naszego biegu nie była tak dramatyczna wręcz przeciwnie!!! Radość Mastersów wbiegających na stadion tego nie da się kupić za żadne pieniądze, tego nie da się opisać. Wspaniałe uczucie niczym gwiazdy i najlepsi z najlepszych zawodników tak właśnie wyglądaliśmyJ Radość nie do opisania!!!

Na koniec był pyszny słodki paluch, banan i kawa. Postanowiliśmy, że jest to dobry czas na chwilę lenistwa i znów relaks i słoneczna kąpiel na tyłach stadionu OlimpijskiegoJ Została jeszcze PASTA PARTY makarony w dwóch smakach, szpinakowym i pomidorowym sosie. Mniam.

Droga powrotna metrem i zostały nam tylko zakupy w Carrefourze. Makaron z dżemem to postanowiliśmy zjeść na przed maratońskie śniadanko.

Niedziela 25 marca MARATON!!! Pobudka 5: 30 dzień rozpoczęty pomysłem Kondrada z maratonu we Frankfurcie, czyli krótki 20 minutowy rozruch z rozciąganiem. Tego poranka słońce nas nie przywitało nawet ono o tej porze jeszcze śpiJ Śniadaniowy makaron z dżemem i w drogę ku nowej przygodzieJ W metrze właściwie nikogo poza biegaczami nie można było zobaczyć, wszyscy jechali na maraton. Przed startem przydałaby się jakaś toaleta i jakież było nasze zdziwienie widząc tylko 6 toy toyów na 19.500 osób. Nawet do krzaczków była ogromna kolejka to akurat organizatorom Maratonu nie wyszło.

Każda strefa maratonu była oznaczona innym kolorem. Iwonka oraz Kazim stanęli na 3:00-3:30 przy strefie czerwonej, ja oraz Janusz przy 3:30-4:00 strefa niebieska, a nasz nieobliczalny Marcin obstawiał tyły na schodach poza startem chcąc powygłupiać się na trasie z gumową gitarą i aparatem fotograficznym. Niestety, choć może i na szczęście pojawiła się w gitarze dziurka i powietrze uszłoL No cóż trzeba będzie biec dla biegu pomyślał MarcinJ Za to z jakim rezultatem !!! Start umilała muzyka, konfetti i radosny głośny doping tysięcy kibiców.

Strzał i poszliśmy!!! Ponad 19 i pół tysiąca biegaczy w tym około 160 Polaków. Zanim przekroczyłam linię startu na zegarze było już 9 minut, pomyślałam, że Ci pierwsi mają już pewnie ze 3 km za sobą J Pozazdrościć takiej formyJ Trasa maratonu przebiegała przez wszystkie większe zabytki i atrakcje Barcelony.

Start oraz meta Placa de Espanya , Camp Nou (stadion klubu FC BARCELONA) Passeig de Gracia i Casa Mila (La Padrera- kamieniołom) czyli budynek zaprojektowany przez architekta Antoniego Gaudiego, Sagrada Familia bazylika także dzieło Antoniego Gaudiego, mój ulubieniec Torre Agbar biurowiec wzniesiony jest ze zbrojonego betonu z fasadą pokrytą szkłem. W nocy całość jest podświetlona za pomocą 2500 świateł LED. Dodatkową cechą obiektu jest zespół urządzeń mierzących temperaturę i sterujących otwieraniem i zamykaniem okien wg wskazań termometrów. Mechanizm ten ma na celu zaoszczędzenie energii potrzebnej normalnie na klimatyzowanie pomieszczeń. W dalszej części Most Filipa II, potem promenada morska i Port Olimpic port stanowiący część wioski olimpijskiej podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku, kiedy mieszkali tu medaliści, a hiszpańska rodzina królewska kibicowała w porcie żeglarzom, Parc de la Ciutadella największy park w Barcelonie, w którym znajduje się zoo, Arc de Triomf (Łuk Triumfalny) Placa de Catalunya, La Rambla słynna i oblegana ulica w centrum Barcelony, Pomnik Krzysztofa Columba. Pojawił się oczywiście jeszcze Park Guell.

Na trasie były podawane napoje: woda oraz izotoniki. Były banany, pomarańcze, migdały, orzechy włoskie oraz laskowe. Pierwszy raz widziałam by na biegu były podawane także żele energetyczne do tego na dwóch punktach. Dużym i miłym zaskoczeniem dla niektórych były pojemniki z wazeliną, aby biec w większym poślizgu.

Pogoda nas troszkę zaskoczyła, choć dla Hiszpanów zapewne było to normalnością. Jak dla mnie 20 kilka stopni w słońcu to zdecydowanie za dużo. Na szczęście bieg nie przebiegał w ciągłych promieniach można, więc było na chwilę się uchronić. Trasa urozmaicona, falowana nie dało się nudzić. Zwłaszcza na ostatnich 10km. Masa dopingujących i krzyczących kibiców, która motywowała do szybszego biegu wywoływała aż gęsią skórkę. Przy placu Katalońskim było ich aż tylu że ciężko było wyminąć biegaczy. Ludzie prawie weszli na całą szerokość trasy. 38 kilometr znajdował się na Rambli tam się naprawdę działo. Tam wszyscy już walczyli, gdzie niegdzie na poboczu leżeli biegacze. Policja dzielnie masowała ich przemęczone nogi. Niektórzy już szli.

Ostatnie 2 km i już widać metę, już słyszę muzykę i cieszących się ludzi. Naładowało mnie to jakąś nową siłą, tam już nie umiałam zwolnić, tempo prawie o minutę szybsze niż podczas całego biegu.

Ktoś już z medalem krzyknął: „Biegnij młoda, to już ostatni podbieg!!!”

Przede mną jakiś rodak z polskim imieniem na plecach, krzyczał Polska!!! Polska!!! Czułam moc i radość!!! Uniosłam ręce i także krzyczałam. Ból biodra, który towarzyszył mi od 7km gdzieś zniknął. Tysiące ludzi na mecie, głośny komentator, piękna muzyka oraz pokaz tryskających wodą fontann jakby z radości, że jesteśmy, że wygraliśmy. Medal był nagrodą, który każdy z Nas nosił na piersi przez cały dalszy dzień.

Pierwsza trójka, która dotarła na metę to Kenya z czasami::

1. Julius Chepkwony, Kenya, 2:11:14
2. Japhet Kipchirchir Kipkorir, Kenya, 2:11:31
3. Willy Kimutai Kangogo, Kenya, 2:11:34

Mastersi na mecie:                          

Andrzej Macioł – 2:48:21

Kazimierz Grzyb – 3:21:12

Iwona Flaga – 3:21:12

Marcin Krawczyk – 3:27:35

Stanisław Grabowski – 3:35:47

Stanisław Wcisło – 3:42:21

Beata Kotaś – 4:05:20

Krystyna Grabowska – 4:14:15

Janusz Antkiewicz – 4:25:31

Kiedy już wszyscy dotarliśmy na metę pozostał nam tylko odpoczynek. Tak, więc uskutecznialiśmy go w blasku hiszpańskiego słońca mocząc nogi w jakiejś zimnej sadzawce.

O zachodzie słońca spacerowaliśmy po raz kolejny po wzgórzu Montjuic. Stwierdziliśmy, że to miasto budowano chyba pod biegaczy, bo ścieżki i zaznaczone kilometry są po prostu wszędzie.

W środę 28 marca o godzinie 15: 30 pożegnaliśmy Barcelonę, niektórym łezka w oku się zakręciła.

Jednak żeby nie zakończyć tej przygody w dość nudny sposób wspomnę tylko, że miałam najgorsze lądowanie w swoim życiu. Turbulencje i zejście to czuła każda część mojego ciała.

Gdy zaczęłam już na maxa panikować usłyszałam tylko krzepiące słowa Janusza:

„Czy wiesz, Beciu, że większość katastrof samolotowych zdarza się właśnie przy lądowaniu?”

Jak to dobrze, że na Mastersów zawsze można liczyćJJednak wszystko dobrze się skończyło wylądowaliśmy i jesteśmyJ.

Barcelona piękne miasto, a maraton niesamowity wszystkim gorąco polecam. Ja zdecydowałam się na ten bieg dla miasta dla wspaniałego klimatu. Nie szłam na żaden wynik, czasem takie zawody dla zwykłej zabawy są zapamiętane lepiej i milej. Dla mnie właśnie takie były.

Reklamy

Biegowe myśli


Co jest w tej formie ruchu, że zawładnęła moimi myślami? Co powoduje, że najlepiej czuję się wśród innych biegaczy? Z każdego ruchu czerpię satysfakcję, cieszę się, nieświadomie przekształcam Kapuścińskiego przekraczanie granic w swoje własne. Planuję i przygotowuję się do każdego wydarzenia. Zbieram informacje, łączę ludzi, chcę wiedzieć jak najwięcej. Biegam, bo kocham. Być niezależnym, w pełni sił, bo to mnie trzyma na duchu. Psychofizycznie abstrahuję od pośpiechu dnia codziennego. Szukam wyrazu dla siebie. Niweczę zewnętrzne pokusy. Co bieg staję się lepszą osobą. Pejoratywne myśli wyprzedzam już na starcie. Szukam najlepszej ścieżki do rozwoju i rozważam kolejne. W myśl Terzaniego doszukuję się symboli, zatrzymuję się, lecz nie nadrabiam za prędko zaległości. Biegnę na tyle, na ile nieubłagany ucieka czas…

livingonfruit.blogspot.com

Inov-8 Race Elite 25 i nowe treningi na KL Tower


Nie mogę za dużo biegać. O tym zostało już napisane. Nie ograniczam jednak ruchu i nie czekam, aż w cudowny sposób odzyskam w pełni sprawność. Zakładam plecak Inov-8 Race Elite 25, wrzucam butelkę z wodą, buffa i telefon. Nic więcej nie potrzebuję. Kieruję się w stronę KL Tower. Plecak trzyma się nieźle. Nie czuję, żebym miał w środku butelkę. Mocno przylega. Gdy idę szybciej zapinam na górny i dolny uchwyt. Gdy potrzebuję szybko wyjąć telefon, nie szukam kieszonki z boku i nie męczę się jak to zwykle bywa z zamkiem.

Zanim dojdę, jestem już lekko spocony. Poranek, a tu wilgotność dobija do 80 procent, temperatura podnosi się ponad 30 stopni. Pot kapie mi na koszulkę, plecy mam całe mokre. W plecaku – sucho. Wbiegam po schodach na samą górę. Otwarta i bardzo spartańska siłownia czeka na mnie na świeżym powietrzu. Wymachy, wyrzuty, trochę skakania. Podciąganie, pompki, brzuszki, wyciskanie własnego ciężaru i mogę zbiegać w dół. Powtarzam cykl dwa razy, tracę 2 litry wody i wracam. Choć dwugodzinny trening nie sprawia tyle przyjemności co długie wybieganie, co mocny trening interwałowy, ani nawet krótki bieg następnego dnia po maratonie, to czuję, że jest dobry sposób, by zachować odrobinę kondycji. Już niedługo zbliżają się ciekawe biegi w Malezji. Zapisany jestem na Brooks Halfmarathon oraz Energizer Night Race. W tym tygodniu skorzystam z usług innego chińskiego medyka i wierzę, że będę w stanie wrócić do prawidłowych, niezbędnych dla ciała i umysłu treningów. Substytucja biegania jest nie do wykonania. Tak jak pisał szef Naturals Born Runners, ja też chcę powoli wrócić do tego, co kocham!

KL Tower, Kuala Lumpur, Malezja, subangjayadaily.blogspot.com

Instytucja biegania


12 lat temu postanowiłem poprawić kondycję. Byłem zawsze tuż przed końcem. Zawsze z zadyszką i uśmiechem na twarzach nauczycielach wf. Powiedziałem dość.  Ten pierwszy trening pamiętam do dziś. Zwykłe czarne trampki z białymi sznurówkami, każdy je miał, kosztowały 10-15zł i służyły do wszystkiego. Były genialne. Ale nie o trampki chodziło, tylko o prostotę sprzętu biegowego, który był jedynie dodatkiem do niesamowitego uczucia, które płynęło z każdym nowym krokiem. To był straszny bieg. Niecały km w jedną stronę. Dwa postoję i powrót do domu idąc. Nie myślałem, że tak się wciągnę. Nie sądziłem, że będę kiedyś potrzebował 10km rozbiegania przed właściwym treningiem – tyle zajmuje mi teraz porządna rozgrzewka. Kolejne pętle, kolejne chaotyczne i przerywane plany. Metodycznie, nie wiedziałem jak biegać. To było jak co raz nowe sprawdzanie organizmu. Czy dam radę zrobić dodatkowe 200-350m?

Z czasem, dosyć niepostrzeżenie, bieganie stało się wewnętrzną potrzebą. Treningi coraz mocniejsze, bo przecież tylko takie poprawiają formę… Kilka drobnych kontuzji, na które nie zwracałem uwagi. Nadal trampki, zwykłe bawełniane koszulki, brak zmian w diecie. Paliwo w postaci ubioru, jak i jedzenia nie miało znaczenia. Przecież dzięki bieganiu jestem zdrowy – nie muszę więc zmieniać swoich przyzwyczajeń. Powoli jednak zacząłem dostrzegać konieczność zmian. Trochę lepsze buty, lepsza bielizna, więcej warzyw i owoców. Zacząłem poprawiać małe elementy i stopniowo zmniejszać obciążenia treningowe. Zalety pamięci mięśniowej i wydolnościowej poznałem dzięki kolejnym zawodom bez odpowiedniego przygotowania. Teraz znam swoje możliwości, wiem, jak zmobilizować się do mocniejszego biegu. Mentalnie to już jednak zupełnie co innego.

Cieszę się bieganiem, każdym kolejnym krokiem. Elementy w postaci trochę lepszych butów, odpowiedniego, choć bez kokieterii stroju i dostarczanie właściwego paliwa w postaci witamin i minerałów (na temat odżywiania pojawi się niedługo na blogu tekst chemika). 12 lat biegania z czego 3/4 bez przygotowania dało trochę w kość. Chcę biegać do końca życia, dlatego zależy mi na dobrym sprzęcie. Bo to ostatecznie jest fundamentalne w długoterminowej realizacji planu.

Dzięki rozmowom z biegaczami, wymieniam poglądy, cieszę się z nowinek biegowych, dzielę się zdrowym uzależnieniem. Piszę o tym, szukam informacji. Dopytuję amatorów, profesjonalistów, producentów o ich doświadczenia. To pomaga.

Aktualnie działam z trzema, znanymi dla każdego z nas instytucjami biegowymi (instytucje to pojęcie, które wykorzystuję w pracy doktorskiej; por. Nowa Ekonomia Instytucjonalna):

http://natural-born-runners.pl/ – dbam o stawy, o nawodnienie, odpowiedni ubiór

http://biegajznami.pl/ – dopytuję, zaczepiam i szukam dyskusji

http://biegigorskie.pl/ – rozpoczynam organizację biegów typu Skyrunning (http://skyrunningpoland.wordpress.com/)